GSS po ?niegu - relacja
sobota, 08 października 2011 00:00

Siedz? w schronisku w Pasterce i odpoczywam po dwch tygodniach ch?odnego, ale przede wszystkim ?nie?nego dreptania G?wnym Szlakiem Sudeckim im. Or?owicza. Boli tu i tam, ale w gruncie rzeczy nie by?o a? tak ci??ko. W?a?ciwie, najbardziej boli konieczno?? powrotu do pracy. Taaa... co potrafi zdzia?a? kilka dni lenistwa. Od razu zmienia si? perspektywa, a trudy w?drwki ulatuj? z pami?ci.


Nie by?bym sob? gdybym na chwil? przed wyj?ciem z domu o czym? sobie nie przypomnia?. O czym? istotnym... jad? w Sudety, a w GPSie w najlepsze rezyduj? mapy Beskidw. 15 minut do poci?gu, a ja nerwowo wpatruj? si? w ?lamazarny pasek ?adowania na ekranie komputera. Gotowe.

2011-01-10 "Szlakarskie zamieszanie"
(12:00 - 21:00) Paczkw -> L?dek-Zdrj (J. Wapienna)


Zanim ruszy?em w drog? prbowa?em po?apa? si? w ca?ym tym szlakarskim zamieszaniu, ktre powsta?o jaki? czas temu z powodu domalowania czerwonych znakw na odcinku Paczkw - Prudnik. Szuka?em, szuka?em i doszuka?em si? informacji, ?e jest to samowola budowlana prudnickich dzia?aczy, ktrzy postanowili przenie?? Prudnik w Sudety. Swoj? drog? mogliby przy okazji przed?u?y? Szlak Orlich Gniazd albo Szlak Wielkich Jezior Mazurskich, w pakiecie ??daj?c dost?pu do Ba?tyku. Nie wszystkie dzieci powinny mie? dost?p do kredek.[uwaga, ma?e sprostowanie]
Tak czy siak zesz?o mi chwil? zanim zdo?a?em po?apa? si? w czerwonym trjstyku na paczkowskim rynku. Schodz? si? tu bowiem trzy czerwone G?wne Szlaki Sudeckie - jedno rami? odchodzi w kierunku dworca, drugie do Prudnika, a ja chc? i?? tym trzecim... do ?wieradowa.

Szlak zacz?? do?? niepozornie, po p?askim i po asfalcie, by w pewnym momencie bez ?adnego ostrze?enia...
Gry Z?ote

bezceremonialnie postawi? mi na drodze Jawornik Wielki, ktry, jak sama nazwa wskazuje, do ma?ych nie nale?y. Cho? mo?e to kwestia d?ugo?ci podej?cia, najpierw Z?otym Jarem, potem ju? na Jawornik w?a?ciwy. Wiele si?y to kosztuje. Energia ginie bezpowrotnie w mokrych bia?ych zaspach. W g??bokim ?niegu zapadam si? po kolana, wtedy jeszcze nie wiedz?c, ?e powinienem si? do takich warunkw przyzwyczai?, bo b?d? towarzyszy? mi przez kolejne dni.

Jak na perspektyw? dwch tygodni szw?dania si? po lasach k?opoty zaczynaj? si? nazbyt szybko, bo ju? przy zej?ciu z Jawornika - gubi? szlak i do Or?owca schodz? na krech?. Ma?o brakuje, a krecha sko?czy?aby si? nie tylko w Or?owcu, ale i w lodowatej Orliczce (potok). Szcz??liwie jednak losem samotnej czo?wki zawieszonej w zupe?nych ciemno?ciach na ?rodku pola zainteresowa?a si? mieszkanka wsi i postanowi?a naprowadzi? j? nawo?ywaniem na mostek ??cz?cy pole z drog?.

Po dotarciu do L?dka odkopuj? w pami?ci opis ?cie?ki do Jaskini Wapiennej, bo w?a?nie tam zapragn??em zregenerowa? si? po pierwszym dniu ?nie?nej przeprawy na mokro. Jaskinia jest, namiot dla symbolicznego oddzielenia si? od mroczno?ci jej ?cian jest, ?piwr jest. Pora spa?. Kolejn? zimow?, d?ugodystansow? przygod? uwa?am oficjalnie za rozpocz?t?.

2011-01-11 "Mokro i sucho"
(05:50 - 15:30) L?dek-Zdrj (J. Wapienna) -> PTTK Na ?nie?niku

Cho? nastawiony na 5:00 budzik jeszcze smacznie chrapie, postanawiam wygramoli? si? z ciep?ego ?piwora. Postanawiam, a w?a?ciwie jestem do tego bezdusznie zmuszony. Powodem jest suchy jak pieprz j?zyk. Kawa? solidnie osolonej kie?basy jako kolacja chyba nie jest optymalnym biwakowym rozwi?zaniem. Oko?o 4:20 rozpoczynam procedur? zwijania manatkw. Poranny ch?d odbiera mi skutecznie sprawno?? ruchw do tego stopnia, ?e ze spakowanym plecakiem do pobliskiego bezimiennego potoku przysysam si? dopiero po godzinie. Przysysam i odessa? nie mog?. Wypijam hektolitry wody, naiwnie wierz?c, ?e uda mi si? w ten sposb rozcie?czy? kolacj?.

Gdzie? tu zaczyna si?...
Masyw ?nie?nika

A z nim zaczynaj? si? kilometry mokrego ?niegu pod stopami, z ktrym nawet moje buty, zakonserwowane jak lokator pewnego moskiewskiego mauzoleum, nie s? w stanie sobie poradzi?. Czuj?, ?e mokre skarpety wzi??y dobiera? si? do moich pi?t. Wymiana skarpet na suche oddala jedynie w czasie powstanie otar? i odciskw.

W butach powd?, w ustach suchy wir. Przynajmniej plecak na saniach. Taaa... jak mwi stara pi?karska zasada - dobrze graj?cego sk?adu si? nie zmienia. Tote? skoro w?asnej roboty pulk dobrze spisywa? si? rok temu na GSB, postanowi?em skorzysta? z niego i teraz, mierz?c si? z zimowym Or?owiczem. Plecak wraca na swoje miejsce dopiero przed Czarn? (bia??) Gr?.

W g?bie sucho, pod stopami odwil?. Sko?czy?a mi si? woda. Uzupe?niam j? dopiero przy podej?ciu na ?mijowiec. Zielonkawa zawarto?? ?rde?ka wali wprawdzie niemi?osiernie le?n? ?ci?k?, a ?wierkowe ig?y wbijaj? si? w z?by, ale jest mi wszystko jedno. T?umacz? sobie, ?e Gin te? wali ?ci?k?, a ma tylu mi?o?nikw. Nawet angielska krlowa go sobie chwali. Sam ?mijowiec cz?stuje mnie za to lekk? zmian? aury. Wia? zaczyna, robi si? przenikliwie zimno i tak ju? do samego schroniska. Niestety na planowany atak szczytowy nie mam ju? dzisiaj co liczy?. Je?li chc? i?? jutro w suchych butach, suszenie zacz?? musz? ju? od progu.

Prysznic, pranie, kuskus do mena?ki i wreszcie mo?na zasi??? nad mapami i dziennikiem pok?adowym. Punkt 20 poducha nale?y do mnie.

2011-01-12 "GSS po p?askim"
(06:00 - 16:30) PTTK Na ?nie?niku -> PTTK Jagodna

Dzie? zacz?? si? od spektakularnego ?lizgu na czterech literach. Wszystko to, co wczoraj beztrosko p?yn??o, mro?na noc zmieni?a w skut? lodem bry??. Od samego schroniska ostro?nie lawiruj? mi?dzy najsilniej zalodzonymi powierzchniami. Jak mantr? powtarzam, ?e cz?owiek na poziomie pion trzyma? musi. Jednocze?nie pozbawiony wszelkich z?udze?, ?e lodowe zej?cie ma szanse w pionie si? sko?czy?. Jak to zwykle bywa, ld wyczeka?, u?pi? czujno??, zaatakowa? z przyczajki i popl?ta? nogi dopiero na prostej drodze do Mi?dzygrza. Po wdrapaniu si? na najwy?szy punk dzisiejszego rozk?adu zaj?? - Igliczn? zst?puj? na bezkresne po?acie p?asko?ci (Kotlina K?odzka).

Ehhh... niezno?na jest ta moja wyobra?nia. W Wilkanowie nie mog? powstrzyma? si? przed zajrzeniem na dziedziniec pa?acu. Tu? przede mn?, w pe?nym p?dzie przeje?d?a zaprz?g. Dwa konie o pi?knej smuk?ej sylwetce, czarny, l?ni?cy w s?o?cu powz. Zaprz?g zawraca brawurowo na dziedzi?cu, staje. M?ody m??czyzna zeskakuje, podaj? r?k? i pomaga zej?? po w?skich stopniach rozbawionej popo?udniow? przeja?d?k? kobiecie. Przy wielkich zdobionych drzwiach wej?ciowych mija ich ogrodnik, k?aniaj?c si? w pas.

No w?a?nie, wyobra?nia... przed oczyma mam przecie? kompletn? ruin? z zawalonymi stropami, zachwaszczony dziedziniec i zamurowane okna. Ale o ile bardziej ?al takich miejsc, o ile bardziej ?ciska za serce, gdy wyobra?nia pozwala to wszystko dostrzec. O ile ?atwiej tym, ktrzy w ruinie widz? po prostu ruin?.

P?asko, p?a?ciej, D?ugopole-Zdrj. Drepcz? poln? drog?, a za mn? jak cie? truchtem pomyka m?ody jeleniowaty. Kiedy obracam si? - robi zwrot, pochyla g?ow? i udaje, ?e skubie traw?. Zabawa trwa jeszcze chwil?, w ko?cu siadam na pniu i czekam. Bonifacy (bo tak si? do niego potem zwracam, t?umacz?c, ?e nie mo?e i?? ze mn? do ?wieradowa), czai si? jeszcze przez chwil?; prbuj? zachodzi? to od lewej, to od prawej flanki, w ko?cu oficjalnie uznaje mnie za stworzenie wystarczaj?co niegro?ne, by pozwoli? sobie na podgryzanie mojego telefonu. Moja dezaprobata zdaje si? g??boko Bonifacego urazi?a, bo obrciwszy si? "na pi?cie", merdn?? mi przed nosem ogonkiem i si? oddali?. A ja w...
Gry Bystrzyckie

Od kolacji dzieli mnie jeszcze tylko kawa?ek Autostrady Sudeckiej. Pomijaj?c fakt, ?e jedyne ?lady na przyprszonej ?niegiem jezdni zostawi?y parzystokopytne, droga robi rzeczywi?cie wyj?tkowe wra?enie. Budowana pod osobistym nadzorem Marsza?ka Rzeszy H. Gringa dla celw militarnych, utraci?a dawno pierwotne znaczenie; w?a?ciwie utraci?a jakiekolwiek znaczenie. Ale ?yczy?bym sobie, ?eby budowane dzi? autostrady wygl?da?y tak za 60 lat.

Spa? k?ad? si? w ciep?ym schroniskowym pokoju, ?piwr zwijaj?c pod g?ow?. Przykrywanie si? puchem w takiej temperaturze sko?czy?oby si? pewnie tragicznie.

2011-01-13 "Asfaltowo"
(05:50 - 16:30) PTTK Jagodna -> Zamek Homole

Z Jagodnej wypadam jak strza?a. Nie ?eby mi si? tu nie podoba?o, wr?cz przeciwnie - bardzo przytulne miejsce. Pomimo, ?e wczoraj i dzi? kameralnie, wida?, ?e bywa tu t?oczno. Wypadam jak strza?a i szybko jak strza?a gubi? szlak. Kiedy ju? wreszcie trafiam na odpowiedni le?ny dukt, kilka krokw w g??bokim ?niegu zmusza mnie do pozbycia si? z ramion plecaka - l?duje na saniach. I cho? nie ka?da przecinka le?na dedykowana jest dla tego sposobu poruszania si?, w sumie wychodz? na tym biznesie na plus.

D?u?y si? nieco ten le?ny dukt. Ale narzeka? nie powinienem. Krok za krokiem bez ci???cego na plecach tobo?ka. Mi?dzy drzewa leniwie zaczynaj? zagl?da? pierwsze promienie s?o?ca. Wstaje kolejny mro?ny poranek. ?nieg z g??bokich zasp do?? cz?sto przeistacza si? w doskonale ubit? bia?? nawierzchni?, po ktrej sanie jad? same. Zdawa? by si? mog?o, ?e ca?y dzie? tak w?a?nie b?dzie wygl?da?. Niestety... na czwartek kolega Or?owicz zaplanowa? dla mnie co? zupe?nie innego - 15km asfaltu.

Tak... teraz chyba ju? mog? narzeka?. Cho? pocz?tkowo nie jest a? tak ?le - wida? zima nawet w styczniu potrafi zaskoczy? drogowcw. Tote? sanie bez odrywania si? od ?niegu mog? szusowa? dalej po niedbale od?nie?onej drodze. Sytuacja komplikuje si? dopiero przed Ziele?cem, bo do zimowego kurortu go?cie winni przecie? dojecha? drog? od?nie?on? reprezentacyjnie. Przyklejony do pobocza, walcz? o ka?dy p?at brudnego ?niegu. Obieca?em sobie, ?e dzisiaj plecak wrci na swoje miejsce tylko w ostateczno?ci. Tymczasem trzy razy mija mnie drogowy p?ug, dewastuj?c zupe?nie brudny ?nie?ny ratunek dla moich plecw. Za Ziele?cem do podstawowych zimowo-grskich przeciwno?ci losu dochodzi kolejna - spory ruch samochodowy. Kozia Hala - plecak wraca na rozleniwione plecy.

Przez Duszniki id? jak kaleka. Bol? stopy, lewe kolano i prawe biodro. ?ykam kilka g??bszych rdzawej wody z ulicznego uzdrowiskowego "dystrybutora", ?e pono? lecznicza czy jako? tak. Jedyne co zyskuj?, to zainteresowanie przechodniw. No tak... kuracjusz w ?rodku zimy, p?dupkiem uwieszony na wodopoju, s?czy rdzawk? z termicznego kubka - widok niecodzienny, przyznaj?. Ale ?adnych skutkw leczniczych. Du?o bardziej lecznicza okazuje si? zapiekanka na Orlenie. Pani ze stacji, ktra ow? zapiekank? zmajstrowa?a, przy p?aceniu klepie formu?k? o zbieraniu punktw Vity czy innych jaki? Pokemonach - podzi?kowa?em, mo?e nast?pnym razem. Sama zapiekanka, cho? troch? gumiasta i z mikrofali, to niesie mnie a? na sam zamek Homole. Po takim nadludzko asfaltowym wysi?ku zas?u?y?em na nocleg w krlewskiej scenerii. I cho? zamek (to co z niego zosta?o) nie prezentuje si? nazbyt imponuj?co, a resztki baszty posiadaj? znikome walory tak estetyczne jak i obronne, to na moje skromne potrzeby w sam raz. W cieniu baszty rozbijam namiot i bez zb?dnej zw?oki k?ad? zw?oki spa?...

2011-01-14 "Panta Rhei"
(05:40 - 19:00) Zamek Homole -> PTTK Pasterka

Pocz?tek dnia nie zas?uguje na zbyt wiele s?w - up?yn?? bez zak?ce? (wi?kszych). Absolutna norma: tradycyjne popieprzenie szlaku, w rwnie tradycyjnej porannej mgle, w nie mniej tradycyjnych egipskich ciemno?ciach. Szara i nieco ponura Kudowa nie daje przesadnych znakw ?ycia - senna jaka? taka...
Gry Sto?owe

Przed bram? B??dnych Ska? tablica, ?e turysta-?mia?ek wchodzi na w?asn? odpowiedzialno??, trasa zaryglowana na cztery spusty, a ewentualne zw?oki eksploratorw zwozimy dopiero na wiosn?. Mo?e nie do ko?ca tak by?o napisane - pomyli? co? mog?em, bo kiedy odda?em si? lekturze tabliczki ostrzegawczej, binokle kompletnie zasz?y mi mg?? od wszechobecnej wilgoci. Hmmm... rzeczywi?cie niewiele brakowa?o, a mi?dzy B??dnymi Ska?ami czeka? musia?bym przebi?niegw.

By?em tu par? ?adnych lat temu, latem. Wtedy wi?kszo?? przeszkd z racji kompaktowego wzrostu pokonywa?em wyprostowany jak struna. Teraz z wielkim plecakiem, w zasypanych ?niegiem i sp?ywaj?cych wod? kamiennych zau?kach idzie mi znacznie oporniej.

Najpierw pochylony w pas haratam plecakiem nisko uwieszony strop. Kiedy pochyli? si? ju? bardziej nie mog?, bo niechybnie wywin??bym si? na lew? stron? (jakkolwiek by to mia?o wygl?da?), obieram wygodniejsz? pozycj? - na p?tnika. Po mokrym ?niegu szuram kolanami jak za jasnogrski o?tarz, ska?y na przemian klinuj? i uwalniaj? plecak, a czo?o z ka?dym szurni?ciem coraz bardziej ulega sile grawitacji. ?up!... wypadam z dziury. Chwila oddechu i czas na rozprostowanie ko?ci. Chwila mija i zabawa zaczyna si? od nowa. Do niew?tpliwych atrakcji dochodzi lodowata woda po kolana... lub jak kto woli po ?okcie, bo poruszam si? w?a?nie na kolanach i ?okciach. W kolejnym przesmyku jak na zat?oczonym parkingu przed hipermarketem - przeciskam si? na grubo?? lakieru. ?lady tego etapu do dzi? mam na nadgarstkach. Przejd?, nie przejd?. Utkn?, nie utkn?. Znowu przebiega przez g?ow? my?l o kwitn?cych wiosn? przebi?niegach. W ko?cu staje na drodze przej?cie tak w?skie, ?e dedykowany chyba tylko dla anorektycznej sylwetki XXS w obcis?ych leginsach. Wszelkie w?tpliwo?ci rozwiane... trzeba b?dzie na "Szarika w berli?skim metrze" - na czterech ?apach z plecakiem w z?bach.

Wypadam wreszcie z ostatniej szczeliny i z rozmachem l?duj? na kolanach. Korzystaj?c z wygodnej pozycji ca?uj? ziemi?, ?wi?tuj?c ocalenie. Po czole sp?ywaj? strugi wody. W?a?ciwie sp?ywaj? po wszystkim, a to jeszcze nie koniec atrakcji.

Znaki i mapa daj? na zej?cie do Kar?owa p?torej godziny. Wida? nie uwzgl?dniaj? paru istotnych szczeg?w: 1) rzeki p?yn?cej ?cie?k?, 2) ca?ej masy mokrego ?niegu, 3) rzeki p?yn?cej ?cie?k?, 4) ca?ej masa ci??kiego od wody ?niegu, 5) mwi?em ju? o rzecze p?yn?cej ?cie?k?? Brodz? po kostki w strumieniu, bo tak jest szybciej ni? po kolana w ?niegu. Ju? nawet nie walcz? z wod?, ktra wlewa si? do butw przez wysokie cholewy. Wszytko p?ynie. Po godzinie marszu wyczerpuj? ostatnie permutacje na zbiorze s?w powszechnie uwa?anych za obel?ywe. Kiedy docieram do Kar?owa, zapada zmierzch.

Przed wyjazdem znalaz?em informacj? w internecie, ?e Szczeliniec po latach przerwy znowu przyjmuje turystw na nocleg. Wiadomym jest, ?e telewizja k?amie... internet te?. To znaczy na og? nie k?amie, ale w?a?nie w ten pi?tek postanowi? to zrobi?. Jak si? potem dowiedzia?em trafi?em na do?? rzadkie zjawisko, kiedy mini?cie si? dy?uruj?cych opiekunw schroniska nie przebiega p?ynnie. Dlatego poca?owa?em klamk?. Na szcz??cie niedaleko (200 metrw w pionie) jest... Pasterka.

By?em tu, za poprzednich gospodarzy. W sieci znale?? mo?na jeszcze echa gromw, ktre lecia?y wtedy na to schronisko. ?e brud, smrd i paciorkowiec rozpanoszony. Wchodz?... Jak nic cha?upy pomyli?em?! Wszystko si? zmieni?o. Ze starego wn?trza zosta?y chyba tylko por?cze. Obs?uga m?oda i energiczna, atmosfera przyjacielska, czysto, mi?o. Po krtkim namy?le i paru weso?ych chlupni?ciach w butach podejmuj? decyzj? - jutro dzie? luzu na sucho.

2011-01-15 "Suszenie"
( ;-] ) PTTK Pasterka

Budz? mnie pierwsze promienie s?o?ca. W lekko ci??kawej g?owie chlupie echo wczorajszych przygd. Stopy jakby troch? nie moje. W ko?cu moczone przez blisko 14 godzin w lodowatej wodzie maj? prawo do autonomicznych decyzji. Wsz?dzie dooko?a, gdzie tylko mo?na uwiesi? kawa?ek mokrej szmaty wisz? cenne elementy mojego ociekaj?cego wod? dobytku. Susz? wszystko: ciuchy - te, ktre mia?em na sobie i te z plecaka szczelnie zawini?te w worki, sam plecak, namiot, nawet laminowane mapy podesz?y wilgoci?, buty oczywi?cie. Ca?y pokj obwieszony jak choinka.

Dobra, zwlec by si? trzeba by?o do jadalni, pokaza? ekipie. Wczoraj wpad?em do schroniska jak zjawa z mgie? i ciemno?ci. Gotowi pomy?le?, ?e mieli zbiorow? halucynacj?.
Dzie? up?ywa na nicnierobieniu, przeplatanym dogl?daniem schn?cego ekwipunku.

2011-01-16 "Po ma?le"
(05:40 - 14:30) PTTK Pasterka -> Gra Wszystkich ?wi?tych (wie?a widokowa)

S?o?ce zasz?o par? minut temu. Le?? do po?owy schowany w namiocie, wspieraj?c si? na ?okciach. Ciep?? herbat? zagryzam czekolad? i przy d?wi?kach ciszy gapi? si? w niebo. Je?li nie myli mnie nazbyt moja orientacja w terenie, dostrzec st?d mo?na niemal ca?? dotychczasow? tras?. Bezchmurne niebo usiane setkami mrugaj?cych gwiazd, rze?kie przejrzyste powietrze... podziwiam panoram?. Jedn? z tych, dla ktrych warto wy?ciubi? czasem nos za prg swojego domu i ruszy? w gry. Przede mn? przez drzewa prze?wituje na horyzoncie zarys Masywu ?nie?nika. Po prawej iskrz? ?wiat?a na stokach Ziele?ca. Przez rami?, jeszcze w czerwieni zachodz?cego s?o?ca, Gry Sto?owe i monumentalna bry?a Szczeli?ca. Tylko na lewo nie bardzo wiem co tak roz?wietlone, Sokola mo?e. To w Sowich, pjd? jutro i sprawdz?.

Ca?e to pasterkowe suszenie i atmosfera b?ogiego lenistwa tak mnie zregenerowa?y, ?e dzisiejszy, wcale nie taki krtki przecie? etap (musia?em jeszcze wrci? na szlak) ?mign??em jak Armstrong nafaszerowany EPO i w?a?ciwie niewiele uda?o mi si? z tego dnia zapami?ta?. Zaplanowa?em sobie nocleg na Grze Wszystkich ?wi?tych, dlatego, mimo ?e zjawi?em si? tu do?? wcze?nie, ani przez chwil? nie przychodzi mi na my?l, ?e mg?bym jeszcze dzisiaj gdzie? podrepta?.
Z pocz?tku pewien problem stanowi? tubylcy, bo, jak mwi jedna z naczelnych zasad w?czykijstwa, tubylcw nie nale?y informowa? o swoich noclegowych zamiarach. Troch? czasu mija zanim ostatni rdzenni uznali za stosowne zako?czy? podziwienie panoramy z wie?y widokowej i udaj? si? w drog? powrotn? ku osiedlom ludzkim. Pki co stoj? jak ko?ek udaj?c, ?e nieprzerwanie od czterech godzin zachwyca mnie pi?kno krajobrazu, czekaj?c chwili kiedy nieskr?powany zainteresowaniem gapiw b?d? mg? roz?o?y? namiot.

2011-01-17 "Po grudzie"
(05:50 - 19:00) Gra Wszystkich ?wi?tych (wie?a widokowa) -> PTTK Zygmuntwka

W nocy przysz?o lekkie och?odzenie, ci?gn??o od kamiennego progu wie?y, na ktrym si? rozbi?em. Chyba, ?e odczuwane zimno ma co? wsplnego z tym totalnym przemoczeniem, z ktrego mo?e jeszcze nie do ko?ca si? otrz?sn??em. W ka?dym razie noc zaliczy?bym do nieprzesadnie udanych.
Zreszt? poranek te? nie wr?y? spektakularnych sukcesw. Przywita? mnie ca?kowit? ciemno?ci?, a niebo zasnu? chmurami. ?adnego przestrzennego punktu odniesienia. Tylko ja i kawa?ek o?wietlonej ?wiat?em czo?wki wie?y, zawieszeni w ciemno?ciach. Z pocz?tku, r?ce obydwie w zastaw daj?c, zaklina?bym si?, ?e wybra?em dobry kierunek (i pewnie tak by?o), lecz po 15 minutach marszu znalaz?em si? w miejscu, ktre nie powinno znajdowa? si? w tym miejscu. Przypomina?o bowiem ostatni kilometr wczorajszego etapu. Szybko przeorganizowa?em w g?owie map? otaczaj?cej mnie zamglonej rzeczywisto?ci i skierowa?em si? asfaltem w d? - teraz ju? dobrze...
Gry Sowie

Poniewa? wczoraj sz?o si? bardzo dobrze, a w przyrodzie rwnowaga by? musi, dzi? dla urozmaicenia w?drwki wielka kumulacja przeciwno?ci losu. Jak po grudzie... a w?a?ciwie grudach... ?niegu. I to tego najpaskudniejszego. W ogle gdyby kto? pyta? gdzie podzia? si? ca?y ?nieg z nizin, to jest w Grach Sowich. Wielka wilgotna kumulacja nawianych zasp, skutych z wierzchu nocnym przymrozkiem. Za twardych by przecina? je szybkim marszem, ale i zbyt s?abych by utrzyma? cz?owieka z plecakiem na ich powierzchni. Robi? krok i wsparty na kijkach wyci?gam si? z g??bokiej po kolana szczeliny, utrzymuj? chwil? na powierzchni ?niegu, po czym zapadam na t? sam? g??boko??. Tyle? m?cz?ce co frustruj?ce zaj?cie. Gdyby stenogram z moich kwiecistych monologw trafi? w r?ce cenzury, to zapewne szybciej by?oby przepisa? fragmenty publikowalne ni? zakre?la? te nienadaj?ce si? do publikacji. Ka?dy krok jak dwa kroki. Mord?ga.

Pewnie nie dotar?bym do schroniska tak p?no, gdyby nie ma?a reorganizacja szlaku na odcinku Czerwie?czyce - Srebrna Gra. Owszem, widokowo odcinek pewnie zyska?. Zyska? te? je?li chodzi o czas potrzebny na przej?cie. Niestety informacje o zmianach przebiegu szlakw nie docieraj? wystarczaj?co szybko do producentw map. Zasadniczo mam wra?enie, ?e w ogle do nikogo nie docieraj?. Przede wszystkim s?abo s? uzgodnione z rolniczymi autochtonami, bo czym innym wyt?umaczy? kompletne zaoranie cz??ci drogi.

Po grudzie, po grudzie, ale w ko?cu jestem na miejscu. Tylko gdzie to miejsce? Pod stopami ubita na beton powierzchnia trasy narciarskiej. To mi?a odmiana po ca?ym dniu brodzenia w wilgotnej ?nie?nej masie. Stok spowija cisza i ciemno?ci. Cho? niezupe?nie. U jego stp rozgrywa si? scena rodem z "Gwiezdnych wojen". Snopy o?lepiaj?cego jaskrawego ?wiat?a tn? niebo tam i z powrotem. Do uszu dociera pomrukiwanie silnikw i j?ki pracuj?cej stali. Srebrzyste oczy reflektorw penetruj? metr po metrze ca?? powierzchni? stoku, co jaki? czas zawieszaj?c wzrok na mnie. Spotkanie trzeciego stopnia, jak nic... z leniwie pe?zn?cym w gr? ratrakiem.

Schodz? troch? ni?ej. Przede mn? zaczyna krystalizowa? si? zarys dachu, zanurzonego w mroku domostwa. W oknach ciemno. Podchodz? bli?ej, czym uruchamiam niechc?cy reakcj? ?a?cuchow? systemu obronnego posesji. Mam wra?enie, ?e ujadanie ?a?cuchowych czworonogw dochodzi do mnie ze wszystkich stron. Przy czym ta strona znajduj?ca si? za mn? jako? tak najbardziej mnie niepokoi. Schroniska jak nie by?o tak nie ma. Wida? wlaz?em komu? do ogrdka... A ?e nie mam zamiaru czeka? a? ktry? z psw zapragnie namacalnie mnie w tym przekonaniu utwierdzi?, do?? szybko, jak na moje umordowane marszem ko?czyny, stawiam si? w Bukowej Chacie u podstawy stoku. Niepotrzebnie. Zerkam na map?, po czym z mozo?em wdrapuj? si? z powrotem w okolic? tak pospiesznie opuszczonej zagrody - schroniska. Teraz ju? nieco pewniejszym krokiem. A tam pierwsze takie przywitanie na trasie.

W oknach leniwie budz? si? ?wiat?a. Rozb?yska lampa nad wej?ciem. Szcz?k zamka w drzwiach i po chwili staje w nich u?miechni?ty gospodarz. Prosz?, prosz?. Nie przypuszczali?my, ?e jeszcze kto? dzi? przyjdzie. Mo?e co? do picia, prosz? siada? przy kominku, cieplej. Tam pokj, tam ?azienka. Pytania: "sk?d to i dok?d id?". Jakby co? trzeba b?dzie, prosz? wo?a?. Zaraz grzejnik dodatkowy przynios?, bo ch?odno...
Tego mi dzisiaj trzeba by?o...
Robi? ma?e pranie, doprowadzam si? troch? do u?ywalno?ci, po czym wyczerpany wysi?kiem padam w ciep?? poduch?.

2011-01-18 "40% na lokacie"
(06:20 - 15:30) PTTK Zygmuntwka -> PTTK Andrzejwka

Z drog? na Wielk? Sow? uwijam si? ekspresowo. W czasie, ktry towarzyszy raczej letnim ni? zimowym w?drwkom. Nie ?ebym dysponowa? jeszcze jakimi? skrz?tnie skrywanymi tajnymi rezerwami si?owymi na czarn? godzin?. Po prostu noc sku?a mokry ?nieg lodem do tego stopnia, ?e p?dz? po nim jak po brukowanym dukcie. A mo?e to ta poranna herbata, ktr? gospodarz wedle swojej obietnicy zrobi? opuszczaj?cemu schronisko tury?cie.

Swego czasu przeciek?a do mediw tajemnica Ma?yszowego sukcesu - bu?ka z bananem. Tajemnic? mojego dzisiejszego sukcesu (czyli dotarcia do Andrzejwki we wzgl?dnie jednym kawa?ku) sta?a si? bu?ka ze s?usznym kawa?kiem Zwyczajnej, zakupionej w Jedlinie dla powstrzymania galopuj?cego procesu zrastania si? trzewi z kr?gos?upem. C?, ?e md?a i zapijana zimn? Col? nie przedstawia?a imponuj?cych walorw smakowych, ktre zreszt? nie da?y o sobie zapomnie? do ko?ca dnia. Wpompowa?a jednak we mnie nowe si?y. Oczy szerzej si? otworzy?y, s?uch wyostrzy?, a w?ch... no dobra, bez przesady. Ale przyci??kawy plecak rzeczywi?cie jakby troch? mniej wa?y?.
Gry Kamienne

A wraz z nimi pi?kny, cho? niewielki, Rybnicki Grzbiet. Na pewno tu wrc?, bardzo urokliwy zak?tek. Rogowiec? - c?, tak ekstremalnie finezyjnie ulokowanej kupy gruzu jeszcze nie widzia?em. Ko?cwka podej?cia (zszed?em na jaki? wyj?tkowo autorski wariant ??tego szlaku) to istna ?nie?no-skalna wspinaczka. Ale warto wej?? i posiedzie? tu d?u?ej. Oczy nacieszy? widokami, bo nawet je?li lekko zamglone to wci?? atrakcyjne. Tu te? pewnie wrc? - na wschd s?o?ca.

Dni temu kilka (po suszeniu w Pasterce, kiedy mrocznym ?witem opu?ci?em zatopione jeszcze w g??bokim ?nie schronisko celem powrotu na czerwony szlak) gdzie? w okolicach Szczeli?ca Wielkiego nagle z monotonni kursu na nieprzytomnym autopilocie wytr?ci? mnie niespodziewany b?ysk ?wiat?a w ?niegu. Podszed?em bli?ej i spod topniej?cych zasp wyci?gn??em telefon komrkowy. Hibernatus nie oponowa? nazbyt podczas prby w??czenia, cho? jak si? okaza?o sp?dzi? w ?niegu oko?o miesi?ca. Wys?a?em wiadomo?? do najaktywniej molestowanego kontaktu z ksi??ki telefonicznej, po czym wrzuci?em znalezisko do plecaka i o nim zapomnia?em. Dzi? na gruzach Rogowca, podczas prze?uwania wykr?conych z plecaka wzgl?dnie jadalnych resztek ekwipunku, o znalezisku przypomnia? w?a?ciciel. Nie kryj?c zdziwienia moj? irracjonaln?, zdaje si?, postaw?, dla celw autoryzacyjnych poda? nazw? modelu. Wci?? nie kryj?c zdziwienia, a wr?cz monotematycznie je podkre?laj?c, zapyta? czy i jak na powrt mo?e wej?? w posiadanie zguby. Po czym, rwnie? ze zdziwieniem, podkre?lanym wyszukanymi podkre?laczami uzna?, ?e w?a?ciwie przynios?em mu telefon pod prg domu i ?e skoro nocuj? dzi? w Andrzejwce, to on tam b?dzie za jakie? dwie godziny. Jak powiedzia? tak zrobi?.

Niezwykle zajmuj?c? kontemplacj? zacnej prezencji andrzejwkowego kotleta po zbjnicku (czy co? w tym gu?cie) przerywa nagle pojawienie si? z brz?kiem obok mojego talerza reklamwki. Podnosz? wzrok pod??aj?c za przytwierdzon? do reklamwki r?k?... Po chwili, w wyniku procedury "machni?", staj? si? w?a?cicielem zestawu drinkowego: sok plus butelka ?ubrwki. No sam raczej nie dam rady obs?u?y? zestawu. By?aby to zapewne do?? dos?owna interpretacja sentencji o tym, jak to dobre uczynki si? zwracaj?. Ale procentuj? na pewno... tymczasem zestaw do plecaka - na lepsze czasy.

A schronisko? Gabarytem z tych co to pojedynczy turysta jest raczej cz??ci? wi?kszego rozwrzeszczanego mot?ochu, ktry trzeba jakim? zmy?lnym sposobem ogarn??. Ale tu niespodzianka... Gospodarz przechwytuje mnie zaraz po wej?ciu do jadalni. Osobi?cie prowadzi do pokoju, w drodze wyja?niaj?c co i gdzie. Pe?na kultura. A wspomniany kotlet? Niech Moc B?dzie z Kucharzem.

2011-01-19 "Mia?o by?"
(06:00 - 20:00) PTTK Andrzejwka -> Stanica pod Zadziern?

Mia?o by? namiotowo na Zadziernej, wysz?o agroturystycznie pod Zadziern?. Ale to nie wszystkie niespodzianki przygotowane przez dziesi?ty ju? z kolei dzie? sudeckiej w?drwki, a co za tym idzie nie wszystko, co tego dnia "mia?o by?". Pocz?wszy od butw, ktre w Andrzejwce przy pokojowym grzejniku mia?y wyschn??, a powita?y mnie rano weso?ym chlupni?ciem. Przej?cie przez Bukowiec, ktre wed?ug mapy mia?o zaj?c 1:15, a sko?czy?o si? na bez ma?a trzech godzinach mozolnego targania przez mokre zaspy. Przeprawa przez Lesist? Wielk? i jej "mia?o by?" szlakiem w prawo, ktre jednak znakami wysz?o na lewo i zamiast le?nym duktem (ktrym "mia?o by?") to jak?? absurdalnie nieprzetart?, silnie wznosz?c? si? wielk? wkl?s?? form? terenu. Wszystkie "mia?obycia" posk?ada?y si? na pi?? godzin dziennej obsuwy czasowej wzgl?dem planu, absolutnie przemoczonymi butami i alergiczn? wr?cz niech?ci? do namiotu. A szkoda, bo biwak w tak pi?knym miejscu na d?ugo zapad?by w pami??.

Biwakowstr?t dosi?gn?? mnie ju? w Lubawce. Wiedzia?em, ?e pomocy b?d? musia? szuka? u ludzi. Da?em wi?c zna? na Alarmowy Numer Kontaktu Antykryzysowego (w skrcie ANKA). Ktra to Anka w ekspresowym tempie przewertowa?a mo?liwo?ci noclegowe agroturystycznej Bukwki. Po kilku jej telefonach opisuj?cych sytuacj? okaza?o si?, ?e spowita mrokiem i grobow? cisz? miejscowo??, do ktrej w?a?nie dotar?em, nie dysponuje ju? dzisiaj ?adnym wolnym miejscem, gdy? - tu wniosek - pe?na jest turystw. W towarzystwie bladego migocz?cego ?wiat?a przydro?nych latarni mijam kolejne szyldy agrogospodarstw. W oknach ciemno, w uszach dzwoni cisza. Pewnie wszyscy tury?ci poszli ju? spa?.

Wchodz? na skraj przepa?cistej Zadziernej, a przed moimi oczami z ka?dym krokiem ods?ania si? rozleg?a panorama. O?wietlona blaskiem ksi??yca, ktry chwil? wcze?niej wyszed? zza chmur - podczas podej?cia le?n? drog? na szczyt. Blaskiem tak silnym, ?e blednie w nim ?wiat?o czo?wki, a ?wiat zyskuje kolory. Silny wiatr targa zaci?gni?tym mocno na g?ow? kapturem. W dole po lewej czarna i, cho? bardzo wieje, niewzruszona tafla Jeziora Bukowskiego. Wsz?dzie gdzie okiem si?gn?? ?wiat?a domw - pojedyncze i w wi?kszych grupach ciep?e punkciki na rozleg?ej rwninie. Spogl?dam za siebie na zaspy mokrego ?niegu usi?uj?c znale?? najmniej dokuczliwe miejsce pod namiot. Przechodzi mnie dreszcz na sam? my?l o sp?dzeniu tu nocy - w ch?odzie, wietrze i wilgoci, tul?c w ?piworze zupe?nie przemoczone buty, ?eby nocny mrz nie zmieni? ich w kamie?. Niech?tnie ?ci?gam plecak i odpinam przytroczony do niego namiot. W tej w?a?nie chwili przez ?wiszcz?cy wiatr dociera do mnie d?wi?k dzwoni?cego telefonu. ANKA i jej telefon ostatniej szansy do Stanicy Pod Zadziern?.

Nawet si? nie myj?. Rozwieszam tylko to co jutro ma by? suche. Mokre buty dla pewno?ci oddaj? pod opiek? gospodarzy. Wyci?gam ?piwr i umieram.

2011-01-20 "Remont"
(06:20 - 17:00) Stanica pod Zadziern? -> ruiny opactwa w Bukowcu

Dawno si? tak nie wyspa?em. Rze?kie 10 st. C w pokoju budzi mnie do ?ycia. Wieczorem nie mia?em nawet si?y spojrze? w kierunku prysznica, co niew?tpliwie daje si? odczu?. Ale to nic. Dzi? planuj? dotrze? do Bukowca - niewielkiej miejscowo?ci ze schroniskiem m?odzie?owym. Z dachem nad g?ow? problemu by? nie powinno. Tam te? poradz? sobie z towarzysz?c? mi woni? turystyki pieszej.

Widok ?wie?ego puchu za oknem dzia?a mobilizuj?co. Etap krtki. Dzie? zaczynam w wyj?tkowo dobrym humorze i w ciep?ych suchych butach. W bramie spotykam gospodarzy, pakuj?cych si? do samochodu. Cho? dobrze znaj? moje plany i odpowied?, pytaj? czy gdzie? mnie nie podwie??. ?nieg pada ca?kiem mocno wi?c szybko uwalniam plecy od ci??aru. Tob? l?duje na saniach i g?adko sunie po bia?ej drodze, co zmieni si? dopiero w Bukowcu. W Szarocinie uzupe?niam zapasy. Poniewa? jednoosobowy zaprz?g nie umkn?? uwadze sklepowej obs?udze, nawi?zuje si? krtka rozmowa, ktrej puent? jest, ?e "do tej pory nie mia?em problemw ze ?niegiem". Nie mam si?y dementowa?. Sankujemy tak, ja i mj plecak, nawet przez
Rudawy Janowickie

Nawet Konie Apokalipsy nie s? dzi? dla nas godnym przeciwnikiem. Specyficzne szlakowanie, wyboista ?cie?ka. Ale nic nie zepsuje pi?knego dnia. Czar pryska po dotarciu do Bukowca. Dzwoni? do SSM Skalnik. Niestety nie mog? mnie przyj??, bo maj? remont. Pani zapewnia natomiast, ?e sporo jest w miejscowo?ci prywatnych pensjonatw i agroturystyk, i ?e na pewno co? znajd?.

No i chodz? po tym zakichanym zadupiu od ponad godziny jak akwizytor z katalogiem antyw?amianiowych drzwi do lasu ?wierkowego z opcj? rabatu na dzwi?koszczelne okna. Od drzwi do drzwi. Nigdzie nie mog?, bo akurat maj? rozgrzebany remont. Remont, remont, remont. Wczoraj w Bukwce wszyscy mieli komplet, dzi? w Bukowcu r?ce pal? si? wszystkim do remontw. Stoj? przed kolejnym gospodarzem, chy?kiem wygl?daj?cym zza progu swojego pensjonatu i j?zyk zagryzam, bo a? mi si? rwie podsun?? mu remontowe alibi - nie musz?, sam na to wpad?.

Jedno jest pewne. Gdyby rok temu podczas zimowego GSB beskidzcy grale wykazywali podobn? go?cinno??, to tamta wyprawa zapewne sko?czy?aby si? powa?nymi odmro?eniami. W tym roku zima nie trzaska tak mrozami, wi?c jedyne urazy jakie mi gro?? to zwyk?y ?al, ?e na drugiego cz?owieka nie ma co liczy?.

Zrezygnowany spogl?dam na map?. Do nast?pnych drzwi ju? nie pukam. I tak wystarczaj?co nadwyr??y?em w?asn? godno??, jak bezpa?ski pies prosz?c o odrobin? ?yczliwo?ci. Kieruj? si? na skraj lasu. Namiot rozbijam po?rd ruin opactwa, niedaleko konstrukcji przypominaj?cej stary zapadni?ty grb. Wsuwam si? do ?piwora, przypominam sobie s?owa w?a?ciciela pensjonatu Margo: "Jak ja bym si? czu? jako gospodarz, gdybym mia? pana po?o?y? w takim ba?aganie i bez dost?pu do ciep?ej wody". Ehh... spa?.

2011-01-21 "Rekonesans"
(07:00 - 15:00) ruiny opactwa w Bukowcu -> PTTK Nad ?omniczk?

Poranek budzi niechciejstwem w czystej postaci, niechciejstwem absolutnym. Noc wielokrotnie wyrywa?a mnie ze snu. Dokucza? ch?d i wilgo?, a w?a?ciwie ich z?owrogi pakt o nieagresji, pogodowy Ribbentrop-Mo?otow. Pami?tam stokro? przyjemniejsze noce sp?dzone pod namiotem, gdy aura fundowa?a wi?ksze mrozy: 10 czy 15 stopni poni?ej zera. Wtedy ekwipunek nijak z wilgoci? nie wsp?pracowa?, a ewentualny nadmiar pary wodnej w namiocie najzwyczajniej zamarza? pod sufitem, szkody nikomu nie czyni?c. Kiedy jednak dobowa temperatura oscyluje w okolicach niebiesko-czerwonej granicy, w dzie? wszystko si? topi, a w nocy na powrt zmienia w ld. Kiedy wilgoci? nasi?ka ka?dy skrawek ?piwora, kiedy ka?dy oddech zawisa niezno?nie w powietrzu, by chwil? potem osi??? na ubraniu, minimalny przymrozek staje si? przyczyn? ci??ko nieprzespanej nocy. Oko?o godziny drugiej eksmituj? ze ?piwora zupe?nie przemoczone buty, do tej pory czule przytulane i grzane w?asnym cia?em - albo one zamarzn? albo ja. Jednak nie ma tego z?ego, co by... Zimno i wilgo? do?? skutecznie odci?gn??y moj? uwag? od faktu, ?e za miejsce noclegowe wybra?em co? jako "?ywo" przypominaj?cego cmentarz.

Pakowanie przebiega sprawnie. Niestety, nawet b?d?c na bakier z matematyk?, nie trudno oszacowa?, ktry to ju? dzie? bez kontaktu z wod? myjn?. Zarzucam plecak i w drog?. Przedpo?udnie przebiega bezwydarzeniowo, bez szczeg?w, na ktrych warto si? skupi?. Przemykam przez Karpacz - bram? w
Karkonosze

To niepowa?ne, ?e cz?owiek, ktremu gry s? tak bliskie, tak dawno tu nie by?. Mijam t?umy ludzi przy kolejce na Kop?, a czerwone znaki kieruj? mnie w miejsce zim? troch? zapomniane i ma?o ucz?szczane - Schronisko Nad ?omniczk?. Relacj? z moich sudeckich poczyna? mo?na ?ledzi? na bie??co na jednym z grskich forw dyskusyjnych. Echo owych dyskusji dociera do mnie w formie wiadomo?ci od cz?onkw zaniepokojonej rodziny. ?e lawiny, ?e ?mier? i po?oga, ?e 300 metrw kot?a w ?niegu, ?e cmentarz ofiar gr. Wszystko po cz??ci prawda, ale ?eby musia?o by? a? tak ekspresyjnie opisane? Mam w pami?ci wspomnienie wydarze? nieszcz??liwie rozstrzygni?tych dla turystw, dla ratownikw, dla oczu ktrych ?nie?ne obj?cia Kot?a ?omniczki sta?y si? ostatnim widokiem. Postanawiam zatem, ?e zanim podejm? decyzj? co dalej: pod??a? szlakiem czy omin?? mniej bezpieczny jego odcinek, rozejrz? si? osobi?cie.

Ko?o 15. docieram do schroniska, b?d?c trzecim, a zarazem ostatnim dzisiejszym turyst?, co kontrastuje troch? z t?tni?c? ?yciem kolejk? do kolejki. Z noclegiem nie ma problemu, pomimo ?e oficjalnie schronisko nie dysponuje miejscami (po prostu nie ma ??ek). Ale je?li komu gleba, brak pr?du i ciep?ej wody nie straszne za 10 polskich nowych, wy?pi si? tu jak we w?asnym ??ku. Moje sumienie, ruszone nieprzyzwoicie nisk? cen?, zmusza mnie do zamwienia jeszcze jakiego? ciep?ego posi?ku i herbaty. Ko?o 16., zwarty i najedzony, tworz? plan rozpoznania realnych ?nie?nych przeciwno?ci. Dzwoni? do kilku znajomych, ktrym bliskie s? te rejony i ich tajemnice. Sk?adnikiem planu jest te? wieczorny bieg rozpoznawczy, zupe?nie na lekko. Ano bieg... ?e niby jak cz?owiek przejdzie 300km to ju? sobie dla otrze?wienia umys?u przed snem pobiega? nie mo?e? Droga przygotowana, stopnie w zmro?onym ?niegu wykute, pora spa?. Byle tylko w nocy nie pada?o za wiele.

2011-01-22 "Teatr zjawisk"
(07:00 - 17:00) PTTK Nad ?omniczk? -> Schronisko Szrenica

?nieg w nocy oczywi?cie spad?. I wprowadzi? w mj misternie u?o?ony plan, ogl?dnie mwi?c, nieco deprymuj?cej chwiejno?ci. Lub, jak kto woli, rzecz ujmuj?c dosadniej, pierdut! - wzi?? i ciuln?? na ?eb na szyj? kaskadami ?omniczki (przynajmniej tak na pierwszy rzut oka). Tak czy siak po oko?o 2 godzinach znalaz?em si? w terenie, w ktrym mo?na porusza? si? ju? bez ryzyka zjazdu na ty?ku lub co gorsza bycia przysypanym zwa?ami ?niegu.

[Akt I - ?nie?ka]
Spogl?dam w kierunku ?nie?ki. Takiej inauguracji dnia si? nie spodziewa?em. Przede mn? maluje si? obraz zaskakuj?cy, jakby nieb?d?cy wytworem ?wiata realnego. A jednocze?nie tak wyra?ny, wr?cz namacalny. Anga?uj?cy wszystkie zmys?y. Blask wschodz?cego s?o?ca o?wietla spowit? szalem chmur kopu?? szczytow?. Zlewaj? si? w tym b??kitnym pejza?u niebo i ziemia tak p?ynnie, ?e nie sposb dostrzec granicy mi?dzy dwoma ?wiatami. Po?rd tej gry ?wiat?a i cieni, ziemi i nieba magicznie zawieszona bry?a obserwatorium. Chmury k??bi?ce si? wok? niej ka?? przypuszcza?, ?e uda?o mi si? w?a?nie uchwyci? moment startu b?d? l?dowania jakiego? przedziwnego pojazdu. D?u?sz? chwil? wpatruj? si? w ten obraz. Robi? zdj?cia, cho? wiem, ?e to bezcelowe, bo nie sposb odda? na nich tego co przede mn?, nie sposb odda? tego co we mnie. Zdj?cie, prcz odwzorowania barw, musia?oby przecie? przekaza? ten specyficzny zapach poranka, ch?d ?cinaj?cy oddech, moje zm?czenie dwutygodniow? zimow? w?drwk?. Stoj? i patrz?.
Dzie? wstaje na dobre.

Wchodz? do Domu ?l?skiego. Z progu ra?ony temperatur? panuj?c? wewn?trz, a kontrastuj?c? z moj? przemarzni?t? i zalodzon? twarz?. Atmosfera w schronisku senna. Za barem zaspany pracownik leniwymi ruchami poleruje szklanki, zdaj?c si? skupia? na tej czynno?ci ca?? swoj? uwag?. Godzina m?oda, trud wspinaczki jako? specjalnie nie da? mi si? we znaki. Nie widz? zatem przeszkd ?eby nie skoczy? sobie na ?nie?k?. Zreszt? by? w Karkonoszach po tylu latach i nie odwiedzi? Krlowej Sudetw. Pracownik schroniska wskazuje miejsce gdzie mog? na czas audiencji zostawi? graty.

?api? w d?o? kijek trekingowy i stosunkowo szybkim marszem, przechodz?cym w marszobieg, a chwilami nawet w co? co bez ma?a nazwa? mo?na biegiem, ruszam ku szczytowi. Mijam kilku schodz?cych ze szczytu turystw, wyprzedzam paru id?cych pod gr?. Mro?nie powietrze ?widruje nos. Czasu mam sporo, nic mnie nie goni. Czemu zatem biegiem, a nie jak zdrowy na umy?le cz?owiek? Ot, taka moja ma?a irracjonalna fanaberia - znale?? si? na grze jak najszybciej i troch? si? przy okazji zm?czy?. Przystaj? na chwil? i d?onie wspieraj?c na kolanach prbuj? odrobin? odpocz??. S?o?ce wzesz?o ju? wysoko ponad karkonoski grzbiet, wi?c moja pochylona sylwetka rzuca na ?niegu wyra?ny kontur. Prostuj? si? pod??aj?c wzrokiem po w?asnym cieniu, ktry niespodziewanie znajduje swoje przed?u?enie mi?dzy piropuszami bia?ych ob?okw poni?ej. Wok? tego wyprostowanego ju? cienia wyra?nie dostrzegam t?czow? glori? - owiane legend? widmo Brockenu.

Na szczycie trudno przecisn?? si? mi?dzy wycelowanymi we wszystkie strony ?wiata lufami nie wchodz?c ?adnej na lini? ognia. Kolejne z dzisiejszych zjawisk - inwersja - przyci?gn??a posiadaczy d?ugich i jeszcze d?u?szych obiektyww, wskutek czego wyniesiona ponad chmury wyspa kopu?y szczytowej przypomina powie?ciow? Nawaron?, z broni?cymi do niej dost?pu dziesi?tkami dzia?. Wyci?gam swoj? wszystkomaj?c? fotoma?pk? pe?n? megapikseli, gigabajtw i innych teramo?liwo?ci. Wyci?gam to du?o powiedziane. W?rd okupuj?cych szczyt specjalistw wygl?dam z tym produktem miniaturyzacji jak posiadaczka r?owych kozaczkw na Orlej Perci. Robi? wi?c zdj?cia strzelaj?c do plenerw z biodra, a w?a?ciwie niemal?e z kieszeni. Po pstrykni?ciu wszystkiego co by?o do pstrykni?cia wracam do schroniska na ?niadanie.

[Akt II - Grzbietem]
Cho? terenowo szlak grzbietowy z natury jest ma?o urozmaicony, to na nud? narzeka? nie mo?na. Warunki pogodowe bowiem - typowe i bardzo karkonoskie, czyli bardzo zmienne. A co za tym idzie bajkowa sceneria zmienia si? w tempie kolejki grskiej.

Wok? mno?? si? powykr?cane wiatrem i mrozem pos?gowe sylwetki bia?ych kar?owatych sosen, przyjmuj?cych tyle? z?owrogie, co fantazyjne formy, jak zatrzymane w blu zakl?te ofiary Krlowej ?niegu. Raz po?rd tych bia?ych postaci skrz? ostre promienie s?o?ca. Chwil? potem scena pe?na lodowych figur zaci?ga si? g?st? mleczn? mg??, jak kurtyn? rozdzielaj?c? kolejne akty barwnego s?onecznego spektaklu, by po chwili ?wiat znw rozb?ysn?? iskrami. I cho? przedstawienie to ma dzisiaj wielu widzw, bo weekend ?ci?gn?? na karkonoski czerwony szlak spor? rzesz? turystw, to wi?kszo?? z nich sprawnie mija mnie na nartach, wskutek czego jedyn? interakcj? na jak? ich sta? jest krtkie turystyczne - Cze??, cz??ciej - Ahoj. Wzmaga to poczucie samotnego obcowania z nieprawdopodobnym teatrem zjawisk.

I znowu mi?dzy bia?ych aktorw wdziera si? mg?a. Tym razem tak g?sta, ?e zlewa si? ze ?niegiem pod stopami. Kiedy gin? w niej ostatnie kontury krajobrazu przystaj? na chwil?. Oczy, nie mog?c uchwyci? ostro?ci, w?druj? po otaczaj?cej mnie bieli, szukaj?c jakiegokolwiek punktu odniesienia. W poszarpanych ostrymi graniami grach wysokich ?mierciono?na bia?a ciemno?? ucina zupe?nie ch?? marszu, zamykaj?c alpinistw ka?dego z osobna, w bia?ych roz?wietlonych pude?kach. Poniewa? mam pod nogami wyra?nie ubit? ?cie?k? i w tym miejscu nie grozi mi upadek w ktry? z karkonoskich kot?w, ruszam ostro?nie dalej. Zreszt? "ciemno??" rozst?puje si? chwil? potem i znowu podziwia? mog? otaczaj?cy mnie pejza?.

Amfiteatr ?nie?nych Kot?w zim? to chyba najwi?kszy turystyczny magnes regionu. Wobec tego i dzi? ?ci?gn??a tu ca?a masa widzw. Tego dnia jednak to urokliwe miejsce wzbogaci?o si? o kolejn? atrakcj? - ot? sanie, na ktrych w?druje mj ekwipunek. Oczywi?cie przesadzam. Nie sposb konkurowa? z bajkow? sceneri?, jednak co rusz s?ysz? pomruki mijaj?cych mnie turystw i pstrykanie migawek potajemnie robionych zdj??. S? i otwarcie przyznaj?cy si? do zainteresowania. Jednego z nich prosz? nawet ?eby i moim aparatem zrobi? pami?tkowe zdj?cie. Auto-fotografia ca?ej postaci na tle otaczaj?cego krajobrazu wykracza znacznie poza d?ugo?? mojego ramienia.

[Akt III - Zachd]
Opuszczam ?nie?ne Kot?y, kieruj?c si? dalej w stron? chyl?cego si? ju? ku zachodowi s?o?ca. Chmury coraz wyra?niej podkre?laj? granic? mi?dzy grami a reszt? ?wiata, ?wiat chowaj?c w swoich ?nie?nobia?ych obj?ciach, a gry wynosz?c powy?ej. Mj dzisiejszy cel zbli?a si? coraz bardziej - schronisko na szczycie szrenickiej wyspy. Z ?abskiego Szczytu zdaje si? dost?pne na skrty po bia?ej tafli ob?okw. W?a?nie dla takich widokw chodzi si? po grach. Dzie? ko?czy si? rwnie bajkowo jak si? zacz??. Schodz?ce ze sceny s?o?ce podkre?la pomara?czowym blaskiem lini? widnokr?gu, a na niebie pojawiaj? si? pierwsze gwiazdy... ale to ju? inne przedstawienie.

[Kurtyna]

Po 10 godzinach ewidentnie najpi?kniej sp?dzonego do tej pory na GSS dnia docieram do schroniska. Jest i ciep?y posi?ek, i upragniona od kilku dni ciep?a woda z prysznica. Wszystko to sprawia, ?e przebytej drogi zupe?nie w nogach nie czu?. Wieczr sp?dzam czytaj?c star? gazet? i porz?dkuj?c notatki dziennika pok?adowego. Kiedy wyczerpa?em ju? zasb mo?liwie kreatywnych wieczornych zaj??, do pokoju wchodzi czterech, jak sami mwi? wyko?czonych i "hardcore" m??czyzn. Z rozmowy wnioskuj?, ?e przyszli ze Stogu Izerskiego (cel na jutro), i ?e to w?a?nie ta trasa przyprawi?a ich o liczne skurcze i mnogo?? bli. Hmmm... mo?e rzeczywi?cie pjd? spa?.

2011-01-23 "Zm?czenie"
(05:50 - 14:00) Schronisko Szrenica -> PTTK Na Stogu Izerskim

Nie bardzo wiem jak ze ?wieradowa-Zdroju wrci? mog? do cywilizacji, tym bardziej w niedziel?. Dlatego te? nim dotkn? czerwonej kropki w bia?ej obwdce ko?cz?cej G?wny Szlak Sudecki im. Kazimierza Or?owicza, a tym samym moj? dwutygodniow? w?drwk?, sp?dz? jeszcze jedn? noc w grach - w schronisku na Stogu Izerskim.
Gry Izerskie

Wchodz? do jadalni. W?a?ciwie wchodzi bia?y zalodzony pos?g, w ktrym ja stanowi? jedynie co? na kszta?t bioendoszkieletu. Pytam o pokj, w odpowiedzi s?ysz?c, ?e: "najta?szy jest za...". Trzeba przyzna?, ?e gospodyni ze wzorow? trafno?ci? skategoryzowa?a klienta. U?miecham si? i przytakuj?, ?e w?a?nie to kryterium interesuje mnie najbardziej.

Nie bardzo wiem co mnie tak dzisiaj zm?czy?o. Czy to, ?e ze Szrenicy wyskoczy?em bez ?niadania, s?dz?c, ?e zjem co? w Szklarskiej Por?bie (rano umkn??o mi, ?e w niedziel? b?dzie to utrudnione). Czy izerska zamglona monotonia, towarzysz?ca mi przez ca?y niemal dzie?. Chwil?... czy ja w?a?nie przeszed?em 350km? Mo?e to po prostu oglne zm?czenie materia?u, ktre da?o o sobie zna? kiedy dotar?o do mnie, ?e jutro ju? nigdzie nie id?, ?e to koniec w?drwki.

Wchodz? do pokoju, plecak zsuwa si? na ziemi?, ?ci?gam kurtk? i padam bezw?adnie na ??ko. Siedz? tak d?u?sz? chwil?, wzrok uwiesiwszy na wieszaku obok kurtki. Siedz? i dumam nad zjawiskiem siedzenia w zadumie. Buty nie maj? si?y rozwi?za? si? same, a ja nie mam si?y ich do tego przekonywa?. Nie sta? mnie na ?aden wysi?ek ani fizyczny (jak chocia?by podrapanie si? po nosie), ani intelektualny (jak chocia?by... podrapanie si? po nosie). Kompletny brak interakcji ze ?wiatem.

Z letargu wyrywa mnie dopiero koncert orkiestry symfonicznej dochodz?cy z moich trzewi. Poniewa? pierwsza porcja obiadowa zdaje si? nie zaspokoi?a potrzeb wyg?odnia?ej sfory muzykw, prosz? o dok?adk?. I wida? wszed?em tym zamwieniem gospodyni powa?nie na ambicj?, bo to co po chwili otrzyma?em, nie mog?c pomie?ci? na jednym talerzu przyniesiono mi na dwch + p?misek z sa?atkami. Pytam czy to normalna porcja. - Taka dla g?odnych - odpowiada gospodyni, ewidentnie dumna ze swojego dzie?a. Reszt? dnia sp?dzam na drzemkach przerywanych sesjami nicnierobienia.

Wieczorem dzwoni? jeszcze na ANKA, ?eby ustali? mo?liwe kana?y komunikacji dla teleportowania si? do cywilizacji. A guzik cywilizacji... mam jeszcze troch? wolnego. Jad? do Pasterki, ktra tak bardzo przypad?? mi do gustu. Anka te? si? zapowiedzia?a, wi?c zrobimy sobie ferie zimowe. Chyba czas pogodzi? si? z faktem, ?e nigdy nie obroni? tej mojej pracy magisterskiej.

2011-01-24 "Meta"
(06:30 - 08:00) PTTK Na Stogu Izerskim -> ?wieradw-Zdrj

Na pytanie "Po co chodzisz po grach" od lat odpowiada si? "Bo s?". Tak samo odpowiadaj? tury?ci beskidzcy, tatrza?scy, wspinacze, alpini?ci i himalai?ci. G?upie pytanie - "g?upia" odpowied?.

Bo jak niby wyt?umaczy? "po co" komu? kto nie siedzia? nigdy wieczorem w opustosza?ym schronisku nad map? i kubkiem gor?cej herbaty, gdy deszcz b?bni? o szyby. Jak wyt?umaczy? to komu?, kto nigdy nie do?wiadczy? zapachu rze?kiego grskiego poranka. Komu?, kogo nie obudzi? nigdy blask promieni s?onecznych leniwie zagl?daj?cych nad ranem w zaspane jeszcze doliny albo kierdel owiec bezczelnie zagl?daj?cy do plecakw. Komu?, komu nie zdarzy?o si? dla przebudzenia wyskoczy? o ?wicie z namiotu wprost do grskiego jeziora. Kto? taki nie wie nawet, ?e lodowata woda dzieli si? na lodowat? i lodowat? bezgranicznie. Nie wie jak naprawd? smakuje gor?ca herbata i kawa?ek czekolady. Albo komu?, kto nie mia? okazji i?? w?sk? ?cie?k? grani ponad chmurami wiedz?c, ?e na drugim ko?cu liny jest jego przyjaciel, ktry w razie potrzeby wstawi si? za nim u ?mierci.

Jak komu? takiemu wyt?umaczy? "po co" i po co w ogle t?umaczy?. Zreszt? ilu ludzi, tyle przyczyn. Dla widokw i przyrody. Dla przyjaci? i nowych znajomo?ci. ?eby si? zm?czy? albo odpocz??, oderwa? od codzienno?ci. ?eby zapomnie? o blu albo od?wie?y? w pami?ci pi?kne wspomnienia. ?eby zdobywa? szczyty i s?aw?, albo z czystej przyjemno?ci, dla atmosfery grskich schronisk i wieczornych ?pieww przy ognisku. Dla prostoty zasad, bo ka?da decyzja odbija si? szybko i bezkompromisowo na nas samych. Z?e buty - otarcia, z?a droga - wielogodzinne b??dzenie. Wszystko jasne i "proste". Nie ma "zapomnia?em", "nie wiedzia?em" A na dole? Ile to razy dobro wynagradzano - z?em, ?yczliwo?? - pogard?, a sumienn? prac? - poni?eniem.
W gry co? nas ci?gnie - czymkolwiek to jest. Temu zaprzeczy? nie mo?na.

- No dobra, a czemu zim??!
- Bo nie ma komarw.

 


copyright 2010-2026 piotr baranowski
innymi słowy: kopiujesz materiały z tej strony? daj mi znać ;-]

Ta strona korzysta z plikw cookie - "ciasteczek". Zapewne obchodzi Ci? to tyle, co zesz?oroczny ?nieg, ale banda niedouczonych kretynw z Unii Europejskiej (a za nimi imbecyle z rodzimego parlamentu) za?yczy?a sobie, abym Ci? o tym fakcie poinformowa? - co te? czyni?. Je?li chcesz dowiedzie? si? wi?cej o tym, czym s? "ciasteczka" i jak je usun??, skorzystaj z google.pl. Mo?esz te? (do czego gor?co namawiam) napisa? wierszyk o plikach cookie i wys?a? go na adres papie?a zjednoczonej Europy, Jego Ekscelencji D. Tuska. Google.pl o "ciasteczkach"

Akceptuę pliki cookie z tej strony i obiecuję napisać wierszyk