|
Impedancja wprawdzie dalej le?y i kwiczy, lecz czym?e jest ona wobec zami?owania do pofa?dowanych krajobrazw. Ca?e wieki min??y od mojej ostatniej wizyty w grach, a dok?adnie 45 dni i 22 godziny. Zacz??em ju? nawet odczuwa? negatywne skutki choroby nizinnej (takie przeciwie?stwo choroby wysoko?ciowej). Desant z samochodu osobowego marki kompletnie mi nieznanej (bo si? nie znam, wiem jak maluch wygl?da, ale to maluch nie by?) nast?pi? oko?o osiemnastej w Zawoi Centrum. Dzi?ki uprzejmo?ci kolegi, ktry jecha? w tym kierunku, nie musia?em korzysta? ze ?rodkw komunikacji publicznej. Wymy?li?em sobie, ?e przenocuj? dzi? w chatce studenckiej Pod Solniskiem, czyli ?e przede mn? 3 - 4 godziny orze?wiaj?cego spaceru po ciemku, bardzo przyjemnym zielonym szlakiem. Polecam...
Na miejscu stawiam si? o przewidzianej porze, w nieprzewidzianie mokrych butach. W progu wita mnie dy?urny gospodarz - Radek, z miejsca deklaruj?c ch?? przygotowania herbaty. Chwil? potem ci??kie od wody buciory l?duj? nad piecem, ja natomiast l?duj? za sto?em, na ktrym czeka ju? zapowiadany zestaw turystyczny: gor?ca herbata i kawa?ek makowca. W chatce, jako? tak dziwnym trafem, jestem po raz pierwszy, a wypowiedzenie tej my?li na g?os budzi w Radku, skrywanego do tej pory skrz?tnie, przewodnickiego ducha - demona wr?cz. Ju? po chwili dysponuj? kompletem informacji daj?cych mi pe?ne prawo czucia si? tu jak u siebie w domu. Tego wieczoru do chatki dociera jeszcze dwoje turystw. Mi?a atmosfera bezlito?nie przy?piesza zegar, nagle robi si? po p?nocy.
Pomimo ?e pierwszego wieczoru przez zasypane le?ne ?cie?ki przedziera?em si? niezbyt liczn? ekip?, ?ikendowego dreptania beskidzkiego rozmokni?tego ?niegu nie zamierzam wcale uskutecznia? w pojedynk?. Dzi? zesp? zasil? dwie niewiasty. Anka (poznana w schronisku na Turbaczu podczas zimowego GSB) oraz Ruda (jej czworono?na kole?anka). Dziewczyny docieraj? do chatki z samego rana, zmuszaj?c mnie tym samym do karko?omnego wyczynu - zwleczenia si? z ciep?ego legowiska ?witem bladym, to jest, o zgrozo, ko?o dziewi?tej. Turystki podczas swoich grskich wypadw nigdy jeszcze nie zab??dzi?y w Beskid ?ywiecki, dlatego odczuwam silnie targaj?cy mn? obowi?zek dokonania ma?ej prezentacji. Co? w stylu, ?e: poznajcie si?, Ania, Ruda to B. ?ywiecki... dobra niewa?ne... Za dzisiejszy cel obra?em wi?c M?dralow?, a w?a?ciwie b?d?cy na trasie Ja?owiec, z ktrego to roztacza si? pi?kna panorama na niemal ca?? ?ywieck? cz??? Beskidw...
?niegu jakby troch? mniej ni? wczoraj, przybra? za to na wadze i wilgotno?ci. Co do?? szybko i skutecznie zmienia klimat w naszych butach - przyjemna sucho?? ust?puje pod naporem wszechobecnego ?niegowego b?ocka. Pomimo zarzekania si?, ?e kondycji to ja nie mam i cienki leszczyk (nie powiem czyjego, ale nie mojego, a Ruda te? do gadatliwych nie nale?y - skarb kobieta), na Ja?owiec docieramy ca?kiem sprawnie, bo z jedn? tylko przerw? na przepysznego nale?nika. Tutaj, tak jak zak?ada? plan, wita nas zawrotna panorama Beskidu ?ywieckiego. Korzystaj?c z okazji kre?l? palcem w powietrzu tras? tegorocznej III Wyrypy Beskidzkiej i, powiem szczerze, nie tylko Ance szczena opad?a. Moja rwnie? zachwia?a si? niebezpiecznie lu?no w pozycji dolnej i ma?o brakowa?o, a musia?bym szuka? jej w ?niegu. Poogl?dane, wi?c w drog?... Powoli ogarnia nas ch?? na solidny odpoczynek, w mokrym ?niegu zapadamy si? po kolana, a wspomnienie suchych skarpet wywo?uje melancholijne westchnienia. Coraz bardziej ci??? nam stopy. Przynajmniej dwuno?nej cz??ci zespo?u, bo Ruda bezceremonialnie bezcze?ci dogmat o tym, ?e chodzenie po grach bywa m?cz?ce.
No to jeste?my. We w pe?ni klimatyzowanym, przestronnym wn?trzu chaty organizujemy legowiska. Trzeba by tylko jakie? jedzenie zmajstrowa?, wybr pada na ekspresow? chi?szczyzn? z Radomia. Na M?dralowej jedynym ?rd?em wody jest niebo i to co z niego spadnie, a ?e dziewczyny nie mia?y jeszcze okazji kucharzy? ze ?niegu, przyst?pnie wyk?adam co i jak:

 Przed pj?ciem spa? dla zapewnienia komfortu cieplnego, Anka postanawia zalepi? ?niegiem ziej?ce ze ?cian dziury. Poza tym w ruch idzie pe?en arsena?: skarpet, workw foliowych, a nawet psi r?cznik (ku niezadowoleniu w?a?cicielki). Oglnie zagospodarowane zosta?o wszystko, co mo?na wetkn?? w szpar? mi?dzy dwoma belkami. W efekcie do p?nych godzin nocnych towarzysz? nam tajemnicze szmery osuwaj?cego si? ?niegu i szelest nylonu (taki ni to z chatki, ni to z zewn?trz). Pomimo wieczornych prac konserwatorskich ranek budzi nas lekkim przeci?giem, a naszym oczom ukazuje si? obraz do z?udzenia przypominaj?cy wn?trze kaplicy Notre-Dame du Haut w Ronchamp. Ciemn? przestrze? nad naszymi g?owami przecinaj? dziesi?tki l?ni?cych wst?g ?wiat?a, bezlito?nie demaskuj?c braki architektoniczne rozwi?zania i nisk? jako?? zastosowanych materia?w.
Dzie? up?ywa na pod??aniu za s?upkami granicznymi a? do rozwidlenia szlakw czerwonego i niebieskiego pod Pilskiem. Tu, w g??bokim ?niegu, zafascynowani odczuwalnym ju? niemal w powietrzu zapachem ciep?ej kolacji, nie wstrzeliwujemy si? zbyt rzetelnie w szlak, w skutek czego... No dobra... Klasyczny przyk?ad odrzucania pora?ki, ktrej jest si? niekwestionowanym ojcem. To oczywi?cie JA si? nie wstrzeli?em, a dziewczyny, pok?adaj?c we mnie resztki zm?czonej ufno?ci, podrepta?y za mn? jak, nie przymierzaj?c, dwa wielkanocne osio?ki. Na stok narciarski wychodzimy kilkadziesi?t metrw poni?ej wylotu czerwonych znakw, wi?c musimy wykona? kilka nadprogramowych krokw. W schronisku na Hali Miziowej rezerwujemy sobie miejscwki na glebie, je?? i spa?.
Po nocy sp?dzonej w ch?odnawej i dziurawej chacie, gleba na kamiennej posadzce w schroniskowej sali konferencyjnej, w dodatku przy kaloryferze jest rarytasem nie do opisania. Rarytas ten sprawia, ?e godzin? definitywnej pobudki odsuwamy w niesko?czono?? porozumiewawczymi pomrukami. Tylko Ruda zdaje si? nie pami?ta? wczorajszego spaceru i sugestywnie spogl?da raz na Ank?, raz na mnie. - Ruda, damski jest prosto i w prawo.
Pi?ujemy ju? prawi? godzin?, niedawno min?li?my granic?. Udawane szczyty to nie dla nas. Chcemy zobaczy? dzi? Tatry, a te wida? tylko z g?wnego wierzcho?ka Pilska, to jest po stronie s?owackiej. Nim jeszcze naszym oczomuka?? si? poszarpane granie. Na wschd od nas wy?ania si? unoszona na tronie z chmur Krlowa Beskidw. Do widokowej kolekcji ju? po paru minutach do??czaj? i Tatry. Cho? widzimy tylko fragment ca?ego pasma to i tak jest pi?knie.
Do cywilizacji wracamy przez Hal? Grow?, a potem szlakiem w d? po krzaczorach. Tym razem rehabilituj? swoje skompromitowane zdolno?ci nawigacyjne i bardzo malownicz? tras? docieramy do przystanku w Korbielowie.
wi?cej w galerii >>
[2010-03-19/03-22] |