Yerba Mate

Skąd się wzięła

"Mate uprawia się i pije powszechnie tam, gdzie w XVII wieku mieszkali Guarani, czyli na terytorium Paragwaju. Ale nie tym dzisiejszym, okrojonym przez sąsiadów. Dawniej Paragwaj rozciągał się dużo dalej niż teraz - od stóp wschodnich Andów aż po wybrzeże Oceanu Atlantyckiego. Sięgał daleko na ziemie dzisiejszej Argentyny, Urugwaju, Boliwii i południa Brazylii. Tam żyli Guarani i tam się piło mate. Tam tez pije się ją do dziś. Wspomnienie tego dawnego, Wielkiego Paragwaju zostało w nazwie - Yerba Mate po łacinie to ilex paraguariensis, czyli Ostrokrzew Paragwajski." [wc]


Kiedy na zamieszkane przez Guarani dorzecza Parany dotarli misjonarze jezuiccy, odkryli oni, że ulubioną używką miejscowych były liście pewnego gatunku wiecznie zielonego krzewu. Ich żucie likwidowało zmęczenie, rozjaśniało umysł i łagodziło uczucie głodu. Zakonnicy doceniwszy zalety naparu przyrządzonego ze sproszkowanych liści i pędów, rozpropagowali go w Europie jako alternatywę dla sprowadzanej z Azji herbaty. Założone przez nich plantacje stały się głównym źródłem dochodu redukcji misyjnych aż do kasaty zakonu w 1773 roku.

Jak przyrządzić

"Tradycyjny (indiański) sposób picia przypomina rytuały związane z paleniem fajki pokoju.
W jednym i drugim przypadku bardzo ważną rolę pełni sprzęt: Cybuch fajki pokoju był rzeźbiony z kamienia, a niewielkie naczyńko do mate (matero, albo guampa), powinno być wykonane ze specjalnego gatunku drewna - Palo Santo (Święty Pień).
Już samo to drzewo jest ziołem - po zmieleniu zaparza się je i podaje jako lekarstwo na wiele chorób. Wspiera siły witalne (męskie), urodę (niestety tylko u pań), nerki, kiszki, żyły i wszystko inne, ale pod warunkiem, że się mocno wierzy. Ma charakterystyczny silny zapach, który nie wietrzeje. Drewno, nawet po wyschnięciu i latach używania jako guampa, zachowuje swój naturalny kolor - intensywną zieleń szczypiorową - wygląda jak pomalowane bejcą.
Do drewnianego "cybucha" - guampy - wsypuje się grubo siekane suszone liście i łodyżki Mate. (W tej postaci wygląda ona nie jak porządna herbata, ale jak jakieś zakurzone paprochy.)
Potem wkręca się w nie metalowa rurkę - o nazwie bombilla - przez którą będziemy pić. Rurka ma na dolnym końcu sitko, żeby zapobiec wciąganiu fusów do buzi. Najlepiej jeżeli jest wykonana ze srebra, bo przecież będziemy jej dotykać ustami.
Do tak nabitego "cybucha" z wkręconą rurka wlewamy odrobinę gorącej wody - w tym celu wszyscy dorośli obywatele Paragwaju, o każdej porze dnia noszą pod pachami termosy. No więc wlewamy wodę i czekamy.

Czekamy.
Jeszcze trochę...
Cierpliwie.

Nie ma się do czego spieszyć, bo i tak pierwsze zalanie wypija w całości Santo Tomas - święty Tomasz.
(Prawda jest taka, że całą wodę wciągają te suche paprochy i każdy o tym wie, ale tradycja każe pić mate w grupie - a nie samemu - więc jeżeli ktoś akurat nie ma kompanii, to pod ręką jest zawsze św. Tomasz. Wprawdzie niewidoczny, ale przecież obecny, bo ktoś tę pierwszą porcję wypił, no nie?
Woda, którą zalewamy fusy powinna być "biała" - taka, która szumi na ogniu, ale jeszcze się nie zagotowała - nigdy wrząca! Zalanie mate wrzątkiem powoduje, że się święte ziele poparzy, obrazi i w jednej chwili straci cały smak. I Moc." [wc]

Hokus pokus...

...czyli rytuał. Picie mate jest swoistym rytuałem. W Ameryce Południowej wita się nią nawet nieznanego przybysza. Yerba mate pite jest podczas spotkań rodzinnych lub w gronie przyjaciół. Jedna z osób podejmuje się serwowania, napełnia matero i przekazuje ją kolejnej osobie. Ta wypija cały napar i oddaje gospodarzowi, żeby uzupełnił naczynie i podał dalej... A najlepiej będzie jak odeślę do opisu na stronie Wojtka Cejrowskiego, którego już dwukrotnie cytowałem.

Moja YM

Jak większość mateistów w Polsce pierwszy raz o YM dowiedziałem się dzięki W. Cejrowskiemu. Nieśmiałe próby - zasmakowało. Potem zacząłem już własne eksperymenty. To kilka gatunków, z którymi miałem przyjemność - nie wszystkie, właściwie mała część tego co udało mi się wysiorbać:

 

Moja pierwsza. To mieszanka YM i ziół wszelakich, przez co niezwykle aromatyczna, choć jak dla mnie lekko przekombinowana w smaku. Łagodna. Pochodzi z Argentyny z plantacji założonej przez polskich emigrantów. Nadaje się na pierwszy kontakt. Mocniejsza siostra poprzedniej. Nie czarowana ziółkami. Bardzo dobra.
"Niech moc będzie z tobą" - mistrz Yoda miał zapewne na myśli Colon'a. Istny wypalacz. Pić w odzieży ochronnej. Tylko dla orłów. Jak po lewej. Choć chyba trochę słabsza, ale i tak nie polecam na początek.
Argentyński klasyk. Ma stałe miejsce w odbieranych przeze mnie dostawach. Same liściochy. Postawi na nogi każdą Śpiącą Królewnę. Mocna i smaczna.
Brazylijka z Urugwaju. Jak każda latynoska - pełna energii. Siekana trochę jak w mikserze, więc warto zaopatrzyć się w gęsto dziurkowaną bombille o większych szczelinach. Słabsza niż zielony klasyk. Tak samo drobna.
Jak smakuje yerba mate? No właśnie tak. Klasyk nad klasyki. Bez udziwnień smakowych. Paragwajczyk. Jedna z bardziej liściastych. Bardzo aromatyczna, łagodna w smaku. Ponoć mocno pobudza, choć ja jakoś tego specjalnie nie odczuwam. Pochodzi z Argentyny. Jest dzieckiem ukraińskich emigrantów.
A to jeden z przedstawicieli tego co w YM nie do zniesienia - wszelkiego rodzaju mieszanki smakowe. Jak nie pomarańcze to miody albo inne limonki. Błeee... Paragwajska blond piękność. Jedna z moich ulubionych. Mocna smakiem, otworzy nawet najcięższe powieki. Właśnie teraz ją popijam ;-]
 


copyright 2010-2017 piotr baranowski
innymi słowy: kopiujesz materiały z tej strony? daj mi znać ;-]

Ta strona korzysta z plików cookie - "ciasteczek". Zapewne obchodzi Cię to tyle, co zeszłoroczny śnieg, ale banda niedouczonych kretynów z Unii Europejskiej (a za nimi imbecyle z rodzimego parlamentu) zażyczyła sobie, abym Cię o tym fakcie poinformował - co też czynię. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, czym są "ciasteczka" i jak je usunąć, skorzystaj z google.pl. Możesz też (do czego gorąco namawiam) napisać wierszyk o plikach cookie i wysłać go na adres papieża zjednoczonej Europy, Jego Ekscelencji D. Tuska. Google.pl o "ciasteczkach"

Akceptuę pliki cookie z tej strony i obiecuję napisać wierszyk