VI Wyrypa Beskidzka - raport
niedziela, 08 lipca 2012 00:00

...czyli prawdziwe chodzenie zaczyna się po setce.


Jakoś zupełnie wyleciała mi z głowy tegoroczna Wyrypa. Skutek był taki, że jeszcze w czwartek wieczorem przekonany byłem o leniwie relaksacyjnym charakterze nadchodzącego łikendu, w piątek zaś maszerowałem już razem z dwustoma śmiałkami w stronę mety na Głuchaczkach. Trasa VI Wyrypy Beskidzkiej, rozrysowana według prawdziwej receptury na udaną Wyrypę, już na pierwszy rzut oka zdawała się całkiem przyzwoitym wyzwaniem, co potwierdziło się w praniu. A bycie weteranem trzech poprzednich wyryp nie zapewniało wcale taryfy ulgowej.

Całkiem świadomie i z premedytacją pomijam w tych wyliczeniach "zimową - V wyrypę", w której ostentacyjnie nie brałem udziału, wierny zasadzie, że prawdziwe chodzenie zaczyna się po setce, a pięćdziesiątkę można co najwyżej uskutecznić doustnie na rozgrzewkę.


Był zatem kawał drogi do przejścia, nasycony całkiem sensownymi trudnościami górskimi.


Był i "Syndrom Węgierski", czyli punkt, w którym po przejściu połowy dystansu trasa schodzi do miejsca wyposażonego w środki komunikacji publicznej, zdolne zawieźć powątpiewających w swe siły do domu. Nazwa pochodzi od Węgierskiej Górki, która już 2 razy występowała w tej roli. W czasie tegorocznej Wyrypy była to Sucha Beskidzka. Widok stacji PKP działał jak lep na muchy, skutecznie zmniejszając liczbę uczestników.


Była i "Mistyczna Góra", czyli ta sprawiająca najwięcej problemów niewyspanej głowie. Dla mnie Jałowiec, z którego schodziłem śpiąc. Dopiero wdepnięcie w wielką kałużosadzawkę wybudziło mnie z trwającej około 20 minut drzemki, wypełnionej pięknym snem o kolekcjonowaniu kamyczków i muszelek. W bełkocie własnych myśli z trudem starałem się wytłumaczyć sobie, że cel, dla którego tu jestem to nie znalezienie najładniejszego kamyczka w Beskidach, tylko dojście w jednym kawałku na Głuchaczki. Ot, co potrafi zrobić z człowiekiem brak snu i zmęczenie.


Do mety dotarłem nad ranem w trzyosobowej ekipie.


 


Wyrypa Beskidzka, czyli marsz na setkę. Celem imprez jest przejście w jednym kawałku i w miarę sprawnie trasy, której długość oscyluje w granicach 100km. Podczas marszu nie przewiduje się noclegów i dłuższych posiedzeń w jednym miejscu.



Termin

6 lipca 2012 - do upadłego


Trasa

Łodygowice - Czupel - Magurka - Chrobacza - Żar - Potrójna - Leskowiec - Sucha Beskidzka - Mioduszyna - Maków Podchalański - Jałowiec - Mędralowa - Przełęcz Głuchaczki ( czyli, że koniec )


Kontakt

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

 


copyright 2010-2017 piotr baranowski
innymi słowy: kopiujesz materiały z tej strony? daj mi znać ;-]

Ta strona korzysta z plików cookie - "ciasteczek". Zapewne obchodzi Cię to tyle, co zeszłoroczny śnieg, ale banda niedouczonych kretynów z Unii Europejskiej (a za nimi imbecyle z rodzimego parlamentu) zażyczyła sobie, abym Cię o tym fakcie poinformował - co też czynię. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, czym są "ciasteczka" i jak je usunąć, skorzystaj z google.pl. Możesz też (do czego gorąco namawiam) napisać wierszyk o plikach cookie i wysłać go na adres papieża zjednoczonej Europy, Jego Ekscelencji D. Tuska. Google.pl o "ciasteczkach"

Akceptuę pliki cookie z tej strony i obiecuję napisać wierszyk